Tłusty czwartek.
Tłusty czwartek! I jednocześnie koniec tego fatalnego
miesiąca. Dlatego jestem mega podekscytowana, że już jutro będzie nowy miesiąc
– marzec. Moje plany na luty się po prostu rypły, dlatego nie będzie żadnego
podsumowania, cele przechodzą na miesiąc kolejny.
Dziś będzie trochę o pączkach. Robiłam je po raz pierwszy i
stwierdzam, że wyszły mi znakomicie. Fakt, one nie są takie… hmmm… aż tak
puszyste lub raczej lekko nadmuchane jak te sklepowe, ale za to na drugi dzień
są dalej bardzo dobre. Te kupne już są suchawe i lekko czerstwe. Z kilograma
mąki wyszło mi 43 sztuki. Przepis miałam od teściowej:
- 1 kg mąki Szymanowskiej.
- 100 g drożdży.
- Zapach rumowy.
- Cukier waniliowy.
- ½ masła roślinnego.
- ¾ szklanki cukru.
- 10 jajek.
- 2 szklanki ciepłego mleka.
- Spirytus.
- Olej lub smalec do smażenia.
- Marmolada.
Z 1 szklanki mleka robimy rozczyn z drożdży, łyżeczki cukru,
i łyżki mąki. Odstawiamy do wyrośnięcia. W między czasie przesiewamy mąkę. 9
żółtek i 1 całe jajko ucieramy z cukrem i cukrem waniliowym na tzw biały puch.
Dodajemy do mąki. Do tego spirytus, drożdże, zapach rumowy, roztopione masło i
ugniatamy, stopniowo dodając resztę mleka. W ciasto nie musi wejść cała ta
druga szklanka. Długo wyrabiamy. Ciasto musi być miękkie, lekko lepkie, ale
odchodzące od ręki. Następnie odstawia się na 1,5 godziny do wyrośnięcia. Po
tym czasie znowu ugniatamy koło 4 minut. Wałkujemy na placek o grubości 2 cm i
szklanką wycinamy krążki. Następnie zostawiamy je do wyrośnięcia na 40 minut.
Smażymy na smalcu lub oleju na zloty kolor po obu stronach. Wykładamy na
ręczniki papierowe i nabijamy szprycą marmolada, dżemem lub innym pysznym
środkiem. Można również nadziewać surowe krążki, zalepiać je i formować w
kulkę. Ja jednak wolę nabijać już usmażone. Jest szybciej i gdyby nie to, nie
robiłabym ich. A dobrze jest sobie ułatwiać życie. ;)
Dziś zrobiłam jeszcze kokosanki, z przepisu mojej mamy. W
końcu dziś wszystko ma 0 kalorii. ;) Przepisu nie podam. Nie wyszły mi.
Wyglądem przypominają kokosowe placki. :D
W planerze rozrysowałam po raz pierwszy moje nawyki, te
dobre nawyki. Mam nadzieję, że dzięki temu bardziej zapanuję nad tymi złymi. Głównie
to nad słodyczami. Do 23-24 marca, czyli imprezy urodzinowej zamierzam nie jeść
łakoci.
Od śmierci dziadka zajęłam się drzewem genealogicznym mojej rodziny. Czy ktoś ma jakiś pomysł, gdzie można szukać metryk, aktu zgonu, urodzenia itp przed 1917 roku z okolić Warszawy i z Warszawy, a także ze Śląska, Kaszub i Jastrzębia Zdroju? Tak bardzo jest zróżnicowana moja rodzina.
Pozdrawiam.






Komentarze
Prześlij komentarz